Top

Mówić prawdę

27 marzec, 2008

Długa przerwa w blogowaniu miała wielu ojców, ale warto wspomnieć o jednym. Wydarzenia w Tybecie sprawiły, że wszelkie tematy i wpisy już zaczęte, straciły chwilowo dla autora rację bytu. Jednocześnie, chęć napisania czegoś na temat przenikała się ze świadomością, że wiele oryginalnych myśli powiedzieć nie sposób, gdyż mądrzejsi ludzie poświęcili już życie tej debacie. Pozytywnie poruszony inicjatywą polskich blogerów: FreeTibet.pl - zdecydowałem się w końcu skreślić tych parę zdań - szczególnie z perspektywy roli, jaką odgrywają dziś media, a zwłaszcza Internet i blogosfera.

Fair play. Free Tibet. Osoba wychowana na Zachodzie, może być poruszona brutalnymi obrazami z ulic Tybetu i spontanicznie ma ochotę zrobić coś dla Tybetańczyków. Tylko, no właśnie - co? Padają różne propozycje wśród, których prym wiedzie bojkotowanie Chin pod różnymi postaciami: bojkotowanie chińskich produktów, bojkotowanie Olimpiady, dyplomatyczne bojkotowanie rządu ChRL itd.

Zbojkotowanie Olimpiady byłoby dla Chin z pewnością ciosem. Podobny cios zniósł niegdyś Związek Radziecki. Czy można powiedzieć, że przyczyniło się to do pozytywnych zmian w Rosji, albo na świecie? Raczej nie. ZSRR rozpadło się dekadę po Olimpiadzie, a do dziś - w rządach Putina, możemy rozpoznać ciągle niezagojoną ranę rozdzielającą Rosję od reszty świata, ciągle od nowa podsycającą imperialne ciągoty i narodową pychę (które to elementy tak na prawdę, posiada w swojej istocie, każdy patriotyzm).

Warto zauważyć, że istnieją też kraje bojkotowane bardzo długo, takie jak Korea Płn. czy Kuba. Prawdopodobnie “bojkot” okazał się w ich przypadku, właśnie tą najgorszą strategią. To nie wysocy urzędnicy państwowi cierpią z powodu izolacji - cierpi za to właśnie ludność cywilna. Bojkotując Chiny - nie pomożemy Tybetańczykom. Nie zaszkodzimy też chińskim notablom, a najmocniej odczują nasz sprzeciw - zwykli chińscy obywatele. Nie bojkotujmy.

Wiele osób hasło “Free Tibet” interpretuje dosłownie. Wyobraża sobie, że administracyjne oddzielenie Tybetu coś załatwi i będzie zmianą na lepsze. Warto zastanowić się głębiej: dlaczego Dalajlama już dawno usunął ten postulat ze swojego dialogu z Chinami? Czy tylko dlatego, że uznał go za nierealny?

Przyjrzyjmy się Europie. Duże, dobrze rozwijające się i względnie szczęśliwe kraje dążą do integracji, federalizacji Europy. Ten proces oczywiście ma wielu przeciwników, ale nawet jeśli słyszymy postulaty takie jak: “Nie chcemy być województwem w państwie europejskim!” i nawet jeśli trafiają one na podatny grunt - demagogia w końcu ustąpi faktom. Ludzie wybiorą “państwo europejskie” bo będzie to dla nich oznaczać po prostu wygodniejsze życie.

Jednocześnie w tym samym czasie małe państwa w najbardziej pokaleczonych rejonach Europy osiągają jedno po drugim niepodległość. Sukces? Tryumf wolności? A może raczej rakowaty twór na koncepcji integracyjnej, krok wstecz, a w końcu - cena jaką trzeba płacić za ciągniętą wiekami politykę narodowych wojen. Nie postulujmy wycofania się Chin z Tybetu. Ani Tybetańczykom, ani tym bardziej nam - nie powinno na tym zależeć.

To o co powinniśmy się troszczyć, to poszanowanie fundamentalnych praw człowieka i praw mniejszości do pielęgnowania własnej lokalnej kultury. Niezależnie od narodowości i przekonań pokrzywdzonych. Co możemy zrobić?

Po pierwsze, mówić prawdę. Jakkolwiek banalnie to brzmi - dziś każdy ma możliwość mówić swoją wersję prawdy, mówić ją publicznie. Choćby na blogu. W Internecie żaden rząd nie ma już na nią monopolu. Wielki Mur znowu nie odeprze najeźdźców z Wielkiego Stepu*. Ta możliwość wzięcia udziału medialnej debacie to także odpowiedzialność. Tak jak tradycyjnych dziennikarzy obowiązuje pewien zawodowy etos - tak samo, publikujący w sieci, jako “dziennikarze obywatelscy”, powinni tę odpowiedzialność czuć.

Piszmy o Tybecie, nie potępiajmy Chińczyków. I jednych i drugich uparcie zachęcajmy do zrobienia kroku w przód, a jednocześnie sprzeciwiajmy się głośno złej polityce, morderstwom i przemocy na niewinnych. Ci, którzy mogą zrobić więcej - nie powinni się wahać, ale ci, którzy mogą “tylko” tyle - niech nie myślą, że to tak mało.

Współtworząc zawartość Internetu, współtworzymy zawartość kultury, na gruncie której obecne i przyszłe pokolenia będą budować swoją mentalność, swój światopogląd i tworzyć kolejną, ulepszoną wersję świata. Dopisz do ich podręcznika parę kolejnych zdań.

*Aluzja do Great Firewall - czyli programu cenzury chińskiej Sieci. Ja wiadomo, prawdziwy Chiński Mur (Great Wall) nie spełnił swojego zadania i wielokrotnie był forsowany, a w końcu Chiny zostały podbite przez Mongołów. Czy niezależni blogerzy nie przypominają armii cyfrowych Nomadów?


Dłużej i bardziej szczegółowo napisał Bartek na Webstop. Polecam.

Camera | 4 Komentarzy - dyskusja trwa! »