Doda Nano Elektroda
3 styczeń, 2008
A więc ciągle piszesz swojego bloga. Mała grupka osób stale śledzi twoje poczynania. Część z nich to twoi znajomi, ale zdecydowanej większości nigdy nie widziałeś (i nie zobaczysz) na oczy. I gdy zrobisz lub pomyślisz coś, choćby najbardziej trywialnego, najbardziej błahego i wspomnisz o tym na blogu - oni się o tym dowiedzą.
W pewnym sensie stałeś się podobny do bohaterów kolorowych gazet. Jesteś sławny. Ludzie oglądają twoje zdjęcia, czyhają na niusy z twojego życia prywatnego, śledzą twoje poczynania zawodowe - a ty nie wiesz o nich często nic, choćby było to zaledwie kilka osób. Doda Elektroda w wersji kieszonkowej - lub jak ochrzcił tobie podobnych Clive Thompson - microcelebrity.
Mikrosława to fenomen bycia ekstremalnie znanym, ale nie dla milionów lecz tysięcy lub nawet kilkudziesięciu osób. Clive Thompson
To co jednak najciekawsze w prześwietnym tekście redaktora Wired - to zauważenie nowych umiejętności, które posiedliśmy w procesie adaptacji do rzeczywistości powszechnej dostępności środków masowego przekazu. Umiejętności życia w świetle reflektorów. Wbrew pozorom, już nie tylko, jak sugeruje Thompson, nastolatki są świadome nowych realiów. Kiedy pojawiamy się w miejscach publicznych zaczynamy coraz mocniej, choćby i podświadomie, odczuwać wycelowane w siebie obiektywy kamer i innych urządzeń rejestrujących.

Ledwie rok pozostał mi w skórze twentysomething, lecz siedząc okrakiem na krawędzi - mogę zerkać na obie strony jednocześnie. Nie wiem, czy pamiętacie - na początku lat 90-tych pojawiły się masowo tak zwane “małpy”, czyli aparaty fotograficzne w których parametrów ekspozycji i ostrości nie trzeba było ustawiać ręcznie, najczęściej wyposażone w małego flesza. Dziś nawet proste kompakty posiadają obiektyw z zoom’em, 10 programów, anti-shock czy nawet redukcję czerwonych oczu, które były znakiem rozpoznawczym wykonywanych takim sprzętem zdjęć. “Małpy” były dużo prostsze, a zdjęcia okropne.
Szeroki kąt obiektywu sprawiał, że twarze w zbliżeniu wyglądały “żabio”, a światło lampy dawało cerze niezdrowy połysk i czerwone oczy - co zachwyciło mnie tylko raz w życiu - na zdjęciach z amatorskiego spektaklu o duchach i wampirach, w którym grałem obłąkanego krwiopijcę. Poza tym wyjątkiem, jak wielu moich znajomych, unikałem błysku fleszy jak wspominany wampir.
Jeśli należysz do tego pokolenia, być może przy jakimś nakręconym komórką “śmiesznym filmiku” z sieci, nawiedziła cię kiedyś następująca myśl: “jakież to szczęście, że w czasach kiedy to ja byłem młody i głupi - nie było telefonów komórkowych”. W rzeczy samej. Ale to już przeszłość. Dziś spotkania towarzyskie pełne są nie tylko microcelebrities, ale także micropaparazzi.
Twoi przyjaciele, wrogowie, a nawet osoby zupełnie obce - czekają na twój ruch. Może miałbyś ochotę zatańczyć? Pośpiewać? A może po prostu się upić? Uważaj. Pamiętasz ten klip z YouTube, który miał swoje 5 sekund sławy w zeszłym tygodniu - chyba nie chcesz być gwiazdą kolejnego?
Żyjąc permanentnie “w ukrytej kamerze” zaczynasz się nie tylko hamować. Zaczynasz grać. Skoro nie możesz powstrzymać szumu, uczysz się go kontrolować. Chyba lepiej być reprezentowanych w Google’ach przez własny blog niż przez przypadkowe logi z chat’owych archiwów i wyrwane z kontekstu komentarze na forum?
Żegnajcie wspomnienia, witaj Wielki Bracie.

Kiedy zaczęły się u nas pojawiać pierwsze serwisy z kategorii DO (dziennikarstwa obywatelskiego), publikowałem w nich niektóre teksty. Po pewnym czasie wróciłem do blogowania. Stało się to nawet nie do końca świadomie, a raczej samoczynnie. Postanowiłem przeanalizować swoje motywy.
Ostatnio wszyscy się zastanawiają czy zawartość np. Digg’a to User-Generated Content (
Z powodzeniem uruchamiają duże i złożone serwisy internetowe. Na blogach piszą teksty czytane przez dorosłych do porannej kawy. Uruchamiają przedsięwzięcia komercyjne o milionowych dochodach. Czy w końcu - od najmłodszych lat - sami tworzą i administrują swoim wizerunkiem traktowanych jak firmowy brand, realizując kariery jako artyści czy nawet specjaliści z wąskich dziedzin. Czyli o tym jak dzieci i nastolatki opanowują świat.
Ale czym naprawdę są te wybory gdy, jak słusznie zauważył Tom Curry, Demokrata nie różni się wiele od Demokratki? Niezależnie od tego czy mówimy jedynie o wewnętrznej walce Lewego Skrzydła czy o rzeczywistej możliwości awansu do najwyższego stanowiska w państwie - pojedynek ten pozostanie dla mnie starciem czarnoskórego mężczyzny z białą kobietą. A dokładnie walką dwóch wielkich uprzedzeń, z którymi zmaga się nie tylko Ameryka.
Przy okazji organizacji
Powiem krótko - trudno się z tym wszystkim nie zgodzić…
Dobre i celne…
[…] ciekawy, a mikropaparazzi mogą wpaść w ucho bo też ładne […]
[…] może pisać każdy - w realiach mediów papierowych czytaj: każdy celebrity, ale w realiach Sieci granica między byciem a niebyciem celebrity wydatnie zanika. Prawdziwe powody są jednak chyba nieco […]