Top

Demostenes i Locke

30 styczeń, 2008

Gra Endera“Gra Endera” była prawdopodobnie pierwszą książką która gwałtownie zmieniła mój sposób patrzenia na świat. Tak jak Ursula Le Guin była ze mną od początków czytelniczej kariery i traktowałem ją zapewne nieco jak powietrze - punkt odniesienia, na który nie zwraca się należytej uwagi - tak książka Card’a wdarła się w moją nastoletnią świadomość jako jakieś druzgoczące novum i brutalnie zerwała garść neuronowych misternie tworzonych połączeń by zaraz utworzyć sieć zupełnie nowych.

Na początku lat 90-tych wydawać się to mogło dziwne, ale w blogosferze z pewnością znajdzie zrozumienie fakt, że na wyobraźnię czternastolatka silniej niż opisy taktycznych gier i kosmicznych potyczek - zadziałała wizja Demostenesa i Locke’a - wirtualnych tożsamości stworzonych przez nastoletnie rodzeństwo głównego bohatera, za pomocą których dzieci anonimowo zmieniły losy świata.

W czasach gdy Card pisał swoją powieść, Internet nawet w Ameryce był w powijakach, ale dla części “zwykłych śmiertelników” istniała już modemowa sieć BBS‘ów - FidoNet. Nie zmienia to faktu, że wizja Sieci stworzona przez pisarza brzmiała jak pokolorowana bajka. Niewiele osób zapewne myślało o nich jako o futurologicznych przewidywaniach - przewidywaniach, które w wielu aspektach stały się prawdą szybciej niż mogliśmy się tego spodziewać.

W globalnej Sieci, coraz młodsi użytkownicy, bez niezbędnej jeszcze niedawno wszechstronnej wiedzy, doświadczenia i co najważniejsze: społecznej pozycji i przyzwolenia - są w stanie wykonywać zadania do niedawna zarezerwowane dla absolwentów wyższych uczelni. Z powodzeniem uruchamiają duże i złożone serwisy internetowe. Na blogach piszą teksty czytane przez dorosłych do porannej kawy zamiast przysłowiowej gazety. Uruchamiają przedsięwzięcia komercyjne o milionowych dochodach. Czy w końcu - od najmłodszych lat - sami tworzą i administrują swoim wizerunkiem traktowanych jak firmowy brand, realizując kariery nie tylko jako artyści ale nawet jako specjaliści z wąskich dziedzin*.

System prawny i społeczne zrozumienie w nieunikniony sposób są wobec tych faktów spóźnione. Dlatego niepełnoletni napotkają ciągle duże przeszkody gdy tylko zechcą rozwinąć swoją działalność nieco poza ramy wirtualnego świata. Tutaj - w skostniałym świecie dorosłych muszą szukać wśród nich sojuszników i ambasadorów by zrealizować najprostsze cele.

W Sieci jednak są wolni. I dlatego zapewne większość wybiera inną drogę - rozwijają swoją działalność w ścisłych granicach Internetu - do czasu osiągnięcia pełnoletniości, a wtedy w bardzo krótkim czasie są w stanie wypłacić gromadzony przez lata dzieciństwa kapitał w różnej formie - wreszcie bez przeszkód. Jednak nawet i to nie jest często konieczne.

Orson Scott Card nie przewidział bowiem jednego. W Sieci - to dorośli coraz częściej mogą poczuć się wyobcowani. Nie mogąc nadążyć za geometrycznie przyspieszającymi zmianami - zamykają się w swoich enklawach, ale gdy ciekawi nowego zapuszczają się rejony tubylców dzieciństwa - to oni częściej ukryją swoją tożsamość i wiek. Bycie dzieckiem czy nastolatkiem nie jest w Internecie faktem, który warto ukrywać. Wręcz przeciwnie - to o względy młodszych użytkowników walczą najwięksi internetowi gracze: serwisy, sklepy, telewizje, artyści.

Demostenes i Locke mogą więc nigdy nie nadejść. Za to z każdym dniem przybywa coraz więcej dorosłych, którzy ukryci pod cool-pseudonimami Tomik, Niunia, Tygrysek, Wojtas… ciągle próbują zapamiętać co oznaczają akronimy IMHO, i AFK by - gdy się to w końcu uda - nadużywać ich przy każdej okazji.

Czy dziecko zostanie więc kiedyś prezydentem? Nie wiem. Ale na razie to dorośli coraz więcej uwagi poświęcają niepełnoletnim twórcom wirtualnego świata, a orędzie prezydenta ma coraz mniejsze szanse w walce o ich uwagę. Nie przyszła góra do Mahometa, Mahomet przyszedł do góry - mówi przysłowie. Jak dotychczas, nieletni raczej nie są zainteresowane prezydenturą. Za to prezydent niechybnie pewnego dnia będzie musiał pojawić się w YouTube.

IMHO.

* Idealnym uzupełnieniem tego tekstu mogłaby być prezentacja ciekawych projektów stworzonych w Sieci przez nieletnich. Temat ten jednak jest wystarczająco obszerny by zasłużyć na osobny wpis - jeśli nikt nie wyśle mi ping’a do takiej prezentacji - kiedyś to zrobię.

Comments

5 Responses to “Demostenes i Locke”

  1. Lanooz on luty 8th, 2008 12:30

    Przebiega przeze mnie ciepły dreszcz gdy ktoś m. in napisze o O. S. Cardzie. Jako, ze w sumie nie jest gwiazdą świata literackiego, aż nieznany też nie jest. Ale jakoś nie wiele osób o nim pisze.
    Jemu zawdzięczam moje nastawienie do książek, zainteresowania się nimi. Zapewne i m. in. dzięki niemu mam taki światopogląd jakim mam. Pod wpływem nie tylko Endera, ale i innych jego książek.
    Czytałeś inne?

    Wracajac do głównego meritum sprawy…bardzo miło, że mówisz o dzieciach i z drugiej strony. Zamiast wiecznie narzekać na nie jak inni, na ich dziecinność przejawiającej się w postaci blogasków ;)
    Dzieci to są istoty zdolniejsze niż dorośli, tylko ich specyfika polega na niedojrzałym umyśle :D Mam tu na myśli umysł od strony emocjonalnej, ludzkiej niż od strony hm…’edukacyjnej’, ‘mądrościowej’.
    Dlatego wg mnie to dość normalne, że robią niestworzone rzeczy w tym internecie - wszelakie projekty, serwisy, strony. Wystarczy dać im jakieś narzędzie i jeżeli sie tym zainteresują mogą być miszczami w tym ‘zawodzie’.

    Ale często takie dzieci są niedojrzałe emocjonalnie. Nadal zachowują się dziecinnie a jednocześnie kodzą ‘miszczowsko’ w c++. Locke i Demostenes w ‘Enderze’ nie okazywali takowych zdolności. Po prostu mieli wiedzę o swiecie i byli wystarczająco dojrzali żeby udawać dorosłych. Chociaż gdyby nawet mieli nikłą tą wiedzę a byliby dojrzali to też by sobie poradzili. Za to na odwrót już nie.
    Fenomen dziesiejszego dziecka kończy się nieco wcześniej.

    Dlatego dziecko nie zostanie prezydentem i w ogóle świat będzie nadal w większości należał do dorosłych :)

    PS: Kojarzysz może 4 letniego (?) Igora Falęckiego, który wymiata na perkusji jak…Ringo Star? Weźmy go sobie jako przykład. Na razie głupi (psychicznie…?), ale cholernie zdolny :D

  2. K. on luty 8th, 2008 13:27

    Czytałem Carda do pewnego czasu. Endera do Dzieci Umysłu. Glizdawce, 3 pierwsze Alviny i coś tam jeszcze. (U)lubiłem go za to, że jako jeden z nielicznych pisarzy fantastycznych (tak jak Le Guin) - interesował się wnętrzem swoich bohaterów na równi z fantastyczną scenografią. Poza tym miewa świetne pomysły oczywiści.
    In minus:
    - mormońska filozofia ciut zbyt nachalnie powraca w większości książek: ach, te bez-umiaru-wielodzietne rodziny ;-) Chociaż od razu trzeba zaznaczyć, że w żadnej ze swoich książek nie przesolił tak jak C. S. Lewis w “Opowieściach z Narnii”, gdzie w finale pojawia się osobiście Jezus (tak jakby nie było jasne, że Aslan to JC).
    - Przedobrzone zakończenia. Większość jego książek, które czytałem można by wręcz ograbić z ostatnich 2 rozdziałów z zyskiem dla końcowego wrażenia.

    Ha, racja to racja, a z drugiej strony patrzę sobie w telewizję, spotykam się z ludźmi i widzę, że ci dorośli wcale nie są tacy emocjonalnie dojrzali! Wystarczy popatrzeć na polityków (którzy ponoć nas reprezentują) :-)

    Igor to dobry przykład, chociaż mnie ciągle bardziej fascynują kilkuletni programiści bo muzyka chyba wchodzi do głowy z większym pominięciem aparatu logicznego myślenia, czytania, pisania… - na skróty.

    Tak sobie myślę, że z tym prezydentem to pewnie racja, ale to zależy bo gdy proces rządzenia będzie coraz bardziej zdecentralizowany - prezydent może stać się kimś w rodzaju Królowej Angielskiej. Ludzie mają ją kochać, a ona w ich imieniu zjadać dyplomatyczne obiady i nosić złotą koronę. Tę funkcję mógłby pewnie przejąć jakiś zdolny malec. Szukając wizji kraju rządzonego przez dziecko, przypomniało mi się “Siedem Lat w Tybecie” (całkiem niezły film swoją drogą).

  3. Lanooz on luty 9th, 2008 9:48

    Oni nie są niedojrzali emocjonalnie. Oni są po prostu…yy…dobra. Daruje sobie. W każdym razie nie o tej niedojrzałości mówiłam.
    Taki prosty, bardzo ogólny przykładzik: z matmy dziecko dostaje same 6, za to z polskiego juz same 1, lub 2 na szynach. Potrafi kalkulować, ale ma problem z interpretowaniem słów ludzkich, ich zachowań, świata i wszystkiego. Nie bardzo potrafi funckjonować w sferze niematerialnej.
    I to mi mniej więcej chodziło. Dorosły posiada to co dziecko nie ma, bo przeszedł przez życie i to go nauczyło - interpretować świat i ludzi.
    W dużej mierze tak się objawa inteligencja moim zdaniem.

    To, ze dzieci…no, raczej powinno się ich nazywać młodzieżą [mówię jakby sama młodzieżą nie była...:P], programują to wg mnie dość normalne :) Owszem, rzadsze ale jak już zacznie kodzić to nie dziwie się, ze tak dobrze im idzie.
    Chłodne logiczne myslenie dla młodzieży jest dość łatwe. Grunt to zainteresować się tym. I to jest właśnie bardziej niezwykłe - że jakieś tam dziecko się wciągnęło w programowanie. Bo w sumie…dla przeciętnego dzieciaka to jest mało interesujące.
    Jak już się ono wciągnie [w cokolwiek] to to będzie miszcz.

    Ale to się staje przecież w miarę normalne w tych czasach…;)

    “7 lat w Tybecie” rzeczywiscie były niezłe…aż obejrze sobie ponownie :)

  4. Lanooz on luty 9th, 2008 9:50

    Masz jakiś problem w czasem komentarzy. Pokazuje mi, że napisałam koment. o 9:48 przed południem a w rzeczywistości jest 6:50 po południu.
    Zresztą daj najlepiej 2-cyfrowy format czasu, czyli 18:50 :)

  5. K. on luty 11th, 2008 4:49

    Mój problem z czasem to… jego BRAK. ;-> (Poprawione).

    Co do reszty: No tak, no tak, no tak :-)

    Z drugiej strony dalej się upieram, że nie wszyscy po równo wyrastają z niektórych infantylizmów. Zresztą często uważa się też, że inteligencja emocjonalna dziecka jest mniej stępiona niż u dorosłego osobnika. Tylko zapewne dzieci nie potrafią się od swoich obserwacji dobrze dystansować i wykorzystać te dane z logiczną kalkulacją.

    Ale oczywiście statystyczny dorosły może więcej. Pytanie czy dzieci/młodzież - rzeczywiście mogą tak mało - jak mało się im pozwala w tej całej maszynerii społeczno/politycznej. Przykład:

    Pracę nieletnich ciągle traktuje się głównie jako zagrożenie. Podczas kiedy doskonale pamiętam, że od najmłodszych lat bardzo chciałem pracować i zarabiać. Szukałem każdej okazji by się jak osioł napracować i cieszyłem się, bo nie było o takie prace łatwo (teraz zapewne też zająłbym się webmajstrowaniem ;> ).

    Nawet w krajach Trzeciego Świata - nie można zakazać pracy dzieciom, bo ich rodziny nie miałyby wtedy już zupełnie z czego żyć. Bardziej właściwym krokiem byłoby obligowanie pracodawców do godziwych warunków i np. brania odpowiedzialności za edukację nieletnich robotników.

Got something to say?