Ja, Sieć
18 styczeń, 2008
Jesteś w stanie napisać całkiem rozsądny tekst w zaskakująco dużej liczbie dziedzin. Prawdopodobnie w kilku z nich przy odrobinie uporu byłbyś w stanie prowadzić blog ekspercki lub nawet przy jeszcze większym uporze i szczypcie literackiego talentu napisać książkę. Jest tylko jeden warunek. Dostęp do Internetu.
“Moim narzędziem pracy jest Google” - nazwała to kiedyś moja koleżanka. Słowo “narzędzie” w przypadku Sieci nie jest wystarczające. Bez Internetu stajesz się jak profesor ograbiony z wiedzy do poziomu maturzysty. Osoba, która biegle posługuje się wyszukiwarką - jest w stanie zwiększyć swój potencjał intelektualno-produkcyjny o więcej niż 70%. Nie wierzycie? Oto przykład:
Nigdy nie programowałem w języku C++. Nie napisałem w nim ani linijki kodu. A jednak przy dobrej motywacji - najpewniej byłbym w stanie w ciągu miesiąca (a kto wie, może nawet tygodnia) napisać całkiem składną prostą aplikację. To czego potrzebuję to podstawowa wiedza o programowaniu jako takim (co to są zmienne, funkcje, tablice…), odrobina logiki i pewna garść podstawowych zasad, których opanowanie mogłoby zająć zbyt dużą część tak krótkiego czasu. I Google.
Oczywiście programista zaprotestuje: “Ty nie nauczysz się programować! To będzie przeklejanie fragmentów kodu bez zrozumienia zasady działania.” Otóż to! Właśnie staliśmy się neuronami globalnej inteligencji (nie pomyl ze świadomością), którą pięknie ochrzczono imieniem antycznej bogini.
Gaia nie narodziła się w Internecie, a Lovelock prawdopodobnie nigdy nawet nie śnił o blogosferze. Przed Internetem istniały książki. Siedząc w olbrzymiej bibliotece, także (choć wolniej) stawałeś się mądry mądrością świata. Przed bibliotekami byli podróżujący mędrcy i opowiadacze. Impulsy między neuronami poruszały się z prędkością pieszych przemierzających góry i lasy, z prędkością wiatru wiejącego w żagle statków.
Jeszcze wcześniej informacje przekazywały niesione kilometrami zapachy i wycia dzikich zwierząt. Te epoki można porównać do mózgu działającego w fazie snu. Fale mózgowe obniżone do częstotliwości theta lub nawet delta. Procesy, które rozpoczęły się eony temu - przez wieki nabierały tempa, stawały się coraz wyraźniejsze. W Sieci przyspieszyły, a Gaia obudziła się ze snu.
Dwie perspektywy - z jednej strony wygodny i szybki dostęp do zasobów wiedzy całej cywilizacji pozwala każdemu z nas wykonywać pracę osoby o nieprzebranej i wielowątkowej wiedzy. Z drugiej strony, jak neurony “Wielkiego Mózgu”* wykonujemy fragmenty obliczeń, nie będąc świadomi całego “planu”. “Plan” częściowo odsłonią narzędzia od analizy danych. To w ich świetle, zachowanie użytkowników sieci często porównuje się do zachowania roju owadów**.
Fascynujący jest sposób w jaki powstaje na przykład blogowy wpis - wyczytane, usłyszane fragmenty mutują, mieszają się w głowie autora - przy odrobinie szczęścia - autor dodaje 1% od siebie i udostępnia ten nowo powstały mem w Sieci. Często już po paru godzinach dzięki trackback’om może zobaczyć, jak zaczyna on żyć własnym życiem.
A nawet jeśli zabraknie choćby jednego pingu - wystarczy jedna wizyta przypadkowego internauty… Neuron odnajduje połączenie z neuronem. Impuls zostaje przekazany. A jego skutków nigdy nie uda się wyśledzić. Globalna inteligencja nie działa logicznie. Lub raczej nie jest to logika klasyczna. Dużo lepiej zadziałają tu modele oparte na logice rozmytej.
Ten tekst nie kończy się tutaj. Klikając w linki, akapit po akapicie ciągnie się do końca Internetu***, do końca historii****, do końca człowieka****, do końca świata takiego jaki znamy.
* Tutaj nawiązuję do bezpośredniego skojarzenia, a nie kultowej serii komiksów rysowanych przez Bogusława Polcha.
** Inteligencja roju inspirowała programistów Digg’a przy pracy nad ich eksperymentalnym interfejsem, ale jeśli chcecie czegoś naprawdę mocnego - poświęćcie czas na fenomenalną prezentacje Hansa Roslinga.
*** The End of Internet - w chyba najbardziej znanej wersji tutaj, ale użyjcie Google’a ;-)
**** Oczywiście nie te wieszczone przedwcześnie przez Fukuyamę, ale czy nie uważacie, że byłby świetnym blogerem? Ma talent do tytułów.
Gdy pisałem ten tekst na tym samym komputerze (na drugim monitorze) moja dziewczyna oglądała (a wraz z nią ja i to po raz drugi) - trzeci sezon 24 godzin. Czyżby mój procesor dorobił się drugiego rdzenia?


Ostatnio wszyscy się zastanawiają czy zawartość np. Digg’a to User-Generated Content (
Z powodzeniem uruchamiają duże i złożone serwisy internetowe. Na blogach piszą teksty czytane przez dorosłych do porannej kawy. Uruchamiają przedsięwzięcia komercyjne o milionowych dochodach. Czy w końcu - od najmłodszych lat - sami tworzą i administrują swoim wizerunkiem traktowanych jak firmowy brand, realizując kariery jako artyści czy nawet specjaliści z wąskich dziedzin. Czyli o tym jak dzieci i nastolatki opanowują świat.
Ale czym naprawdę są te wybory gdy, jak słusznie zauważył Tom Curry, Demokrata nie różni się wiele od Demokratki? Niezależnie od tego czy mówimy jedynie o wewnętrznej walce Lewego Skrzydła czy o rzeczywistej możliwości awansu do najwyższego stanowiska w państwie - pojedynek ten pozostanie dla mnie starciem czarnoskórego mężczyzny z białą kobietą. A dokładnie walką dwóch wielkich uprzedzeń, z którymi zmaga się nie tylko Ameryka.
Przy okazji organizacji
Dominik Kaznowski przywołał
Fajny wywód i zdaje się prawdziwy.
Świetne to porównanie z czasem i biblioteką, nigdy jakoś o tym nie pomyślałem. Jest to o tyle istotne w przypadku pracy polegającej właśnie na wyszukiwaniu informacji. Podobnie w sumie u mnie na historii, wykładowcy, praktycznie w ciągu 4 lat od początku moich studiów, diametralnie zmienili swoje nastawienie do internetu, nie mówiąc już o elektronicznych katalogach w bibliotekach :)
Nieskończony labirynt z kwadrylionami* nici Ariadny. Ktoś (nie) fortunnie pociachał jedną nić, jesteśmy skazani na życie w (wbrew pozorom) życiodajnym labiryncie.
Pięknie to ująłeś. Muszę to sobie zanotować, spisać, zbookmarkować.
* jednostka wzięta z świata Kaczora Donalda. Kwadrylionami określano bogactwo Sknerusa McKwacza, najbogatszej kaczki na świecie :>
@kmh: Moja siostra kłóciła się kiedyś z lekarzem, a ten wciskał jej kawałki w stylu - to jest wiedza fachowa pani się na tym nie zna. Jej odpowiedź: “Nie chce pan powiedzieć to nie - sprawdzę w internecie!”, ale gość miał minę podobno niezłą.
@Lanooz: Ha, nici Ariadny. Pięknie. Ale mi się to kojarzy z jakimś porządkiem zastanym, ale zagubionym, a ja chyba jestem wyznawcą chaosu, który się porządkuje w coraz bardziej wyrafinowane formy… chaosu ;)