Maslow w stylu round corners
6 styczeń, 2008
Dominik Kaznowski przywołał model hierarchi potrzeb Maslowa dodając tematyce web2.0 nieco scholastycznej głębi. Nie zamierzam duplikować treści, więc odsyłam do oryginalnego wpisu (i komentarzy!). Temat wart uwagi. Zwłaszcza, że dotyczy spraw bardziej uniwersalnych niż chwilowe trendy w Sieci.
Po pierwsze, mówiąc o modelu - trzeba umieć go odczytać. Weźmy np. potrzebę przynależności społecznej - co oznacza jej pozycja w piramidzie? Odpowiedzią jest pytanie: za co byłbyś w stanie zapłacić utratą tej przynależności? Większość ludzi, niechętnie podejmie się działań, które poprawią ich samoocenę, a nawet zapewnią im uznanie - jeśli wiązać się to będzie z wyobcowaniem ze społeczeństwa. Natomiast w obliczu zagrożenia - podejmą się często najróżniejszych bardzo aspołecznych działań w celu zapewnienia sobie bezpieczeństwa - nawet za cenę utraty akceptacji otoczenia. Analogicznie można wytłumaczyć całą strukturę piramidy.
Jak każdy model, także i ten spotkał się również z krytyką - szczególnie dotyczącą faktu, że u poszczególnych jednostek realizacja na wyższych poziomach może wyglądać z pozoru zupełnie inaczej. Gdy jednak przepuścimy hierarchię potrzeb danej osoby przez serię pytań “Co poświęcisz by to zdobyć?” - okaże się, że powstające w ten sposób “zindywidualizowane” piramidy - mają ze sobą wiele wspólnego, a uśrednione pokazują obraz zbliżony do modelu.
Kaznowski pokusił się o tezę, że hierarchia potrzeb we współczesnym społeczeństwie (tu: społeczeństwie internetowym) wygląda nieco inaczej, a wręcz jest odwrotnością modelu Maslowa! Czytając komentarze - mam wrażenie, że po pierwsze nastąpiło tu zamieszanie pojęciami. Odwrócona piramida przedstawia bowiem przeznaczane zasoby (głównie naszą uwagę, bo już nie koniecznie pieniądze), a nie hierarchię potrzeb, która nie zmieni się nigdy. Nawet jeśli chwilowo wydaje nam się, że jesteśmy oddani “wyższym celom” - gdy tylko lodówka opustoszeje - sorry Gregory! - potrzeba samorealizacji ustąpi na 15 minut potrzebie pójścia do spożywczaka. A jednak jeśli będzie to jedynie 15 minut zamiast wielogodzinnego polowania - zostanie więc więcej czasu na “bujanie w obłokach”.
A więc największa koncentracja uwagi wraz z ewolucją społeczeństwa wędruje sobie powoli w górę piramidy. I z tym się zgodzę. Tutaj natomiast autor zrobił krok tyle spektakularny, co zbyt śmiały i całkowicie odwrócił proporcje. Jak bardzo futurologiczna to wizja - najlepiej pokaże nam fakt, że w oryginalnym modelu Maslowa - piramidę wieńczy “potrzeba samotranscendencji” (a jeśli nie wiecie co to znaczy to jest to tylko trochę naciągany dowód na nietrafność “modelu odwróconego”).
Więc jak to wygląda? Oto wersja piramidy w stylu web2.0 (takie “perskie oko” w kierunku choinki Alberta), z trzema zastrzeżeniami:
Primo, poziomy nie są poziomami. Nie istnieją, żadne granice i dlatego je usunąłem.
Secundo, żaden serwis nie zaspokaja potrzeb tylko z jednego poziomu np. Google służą do wszystkiego, a jednak potrzeby podstawowe będą za jego pomocą zaspokajane relatywnie częściej. Allegro dla niektórych jest formą samorealizacji, a dla innych narzędziem zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych. Pajacyk zaspokaja fizjologiczne potrzeby z podstawy piramidy, a jednak dla dużo większej grupy ludzi będzie miejscem gdzie mogą zrobić coś bezinteresownego dla świata zupełnie anonimowo.
Tertio, wybór i kolejność są nieco spontaniczne i z pewnością wydadzą się dyskusyjne z powodów wymienionych powyżej, ale idea pozostanie.

No dobrze, a co z tego wynika? Przede wszystkim - potrzeby podstawowe nie poszły w odstawkę. Co najwyżej zostały dla nich wypracowane skuteczne rozwiązania i więcej uwagi zaczynamy poświęcać kolejnym poziomom. Google, Allegro, Gratka czy pornosfera istnieją i mają się dobrze. Tu przytoczę zdanie, z którym nie zgadzam się dramatycznie:
W rozwiniętych społeczeństwach problem zaspokojenia potrzeb fizjologicznych czy bezpieczeństwa ma marginalny z punktu widzenia gospodarki charakter.
Czyżby autor miał na myśli coś innego i nie wyraził tego szczęśliwie? Przemysł zbrojeniowy, spożywczy, farmaceutyczny… mają marginalny charakter dla gospodarki? Może wyjaśni w kolejnym wpisie. A my wróćmy do naszego naprawdę marginalnego dla gospodarki, ale za to ulubionego web 2.0.
Spójrzmy na zwycięzce zeszłorocznego lokalnego maratonu - serwis nasza-klasa.pl i jego okolice. Tu na modelu dzieje się i dziać się będzie. Nie bez kozery, używamy nazwy “serwisy społecznościowe”. Potrzeba związków i przynależności do grupy pozostaną długo dominującą strefą ruchu i naporu. A przynajmniej dla tych społeczeństw, które już potrafią i mogą korzystać z Internetu.
Ta część Sieci czy blogosfery, której można by przyczepić choćby tag “samorealizacja” to ułamek promila. Na koniec jeszcze jedna uwaga. Jeśli model hierarchii przeznaczanych zasobów (głównie: poświęcanej uwagi) miałby się kiedyś spełnić to pożądany byłby raczej prostokąt, w którym poszczególnym “poziomom” poświęcamy harmonijnie w miarę podobną ilość czasu i koncentracji. Odwrócona piramida to koncepcja architektonicznie karkołomna.

Ostatnio wszyscy się zastanawiają czy zawartość np. Digg’a to User-Generated Content (
Z powodzeniem uruchamiają duże i złożone serwisy internetowe. Na blogach piszą teksty czytane przez dorosłych do porannej kawy. Uruchamiają przedsięwzięcia komercyjne o milionowych dochodach. Czy w końcu - od najmłodszych lat - sami tworzą i administrują swoim wizerunkiem traktowanych jak firmowy brand, realizując kariery jako artyści czy nawet specjaliści z wąskich dziedzin. Czyli o tym jak dzieci i nastolatki opanowują świat.
Ale czym naprawdę są te wybory gdy, jak słusznie zauważył Tom Curry, Demokrata nie różni się wiele od Demokratki? Niezależnie od tego czy mówimy jedynie o wewnętrznej walce Lewego Skrzydła czy o rzeczywistej możliwości awansu do najwyższego stanowiska w państwie - pojedynek ten pozostanie dla mnie starciem czarnoskórego mężczyzny z białą kobietą. A dokładnie walką dwóch wielkich uprzedzeń, z którymi zmaga się nie tylko Ameryka.
Przy okazji organizacji
Jesteś w stanie napisać całkiem rozsądny tekst w zaskakująco dużej liczbie dziedzin. Prawdopodobnie w kilku z nich przy odrobinie uporu byłbyś w stanie prowadzić blog ekspercki lub nawet przy jeszcze większym uporze i szczypcie literackiego talentu napisać książkę. Jest tylko jeden warunek. Dostęp do Internetu.
zgodzę się z Tobą i tym samym pozostanie mi tylko jedna uwaga - Masłowa czy Maslowa? Bo to “chyba” jednak Amerykanin. :)
RSS się znowu poszerzył.
Dominik: Racja! Cóż, spotykałem spolszczoną formę, ale biorąc pod uwagę, że urodził się w Stanach - lepiej pozostać przy anglosaskiej. Poprawiam.
Podczas zetknięcia się na licealnych zajęciach z trójką nauczycieli różnych przedmiotów, każdy z nich podawał inną wymowę tego nazwiska ;D
Maslow, Masłow, Maslov… Więc chyba trudno powiedzieć.
A od oglądania tej piramidki aż mi się morda roześmiała - jakie to prawdziwe.
Nie spotkałem się z oficjalnym wydawnictwem, które używałoby innej formy niż Maslow to i chyba warto stosować właśnie ten zapis. Forma z “ł” brzmi sowiecko ;)